Wpisy z tagiem: związek

czwartek, 30 września 2010
Co dalej ??

Tak więc jak napisałem - Ania ze łzami w oczach zaprowadziła mnie do sypialni.

- Aniu - wysztusiłem

Tak naprawdę zawiodłaś moje zaufanie całkowicie.

Kocham Cię i nie spodziewałem się, że to co nas łaczy jest dla Ciebie tak mało ważne. Wydawało mi się, że jestem dla Ciebie tym wyjątkowym i jedynym facetem. Myslałem, że słowo - kocham Cię jest dla Ciebie równie ważne i zobowiązujące jak dla mnie.

- Piotr - ale ja Ciebie nie zdradziłam - to, że spalismy w jednym łóżku - gdyby tylko zrobił jakikolwiek fałszywy ruch - poszłabym spać do ..... - i tu padło imię jednej z córek.

- Mogłaś to zrobić odrazu - nie bedę tego komentował, bo nie chcę. Czy Ci wierzę - chcę wierzyć - ale to chyba nie ma znaczenia. Jaką mam gwarancję, że za pół roku znowu nie przyjedzie i sytuacja się nie powtórzy. Jak myslisz co pomyślały Twoje dzieci - tu sypiasz ze mną, potem przyjeżdża inny facet sypiasz z nim - Twoje słowo nie jest żadną gwarancją. Tą gwarancją miało byc nasze uczucie i zaufanie.

- To samo powiedziała mi .... - i tu padło imie starszej córki  - Piotr - ja Ciebie kocham i nie widzę przyszłości z nikim innym- wogóle nie widzę przyszłości bez Ciebie ... Zrobię wszystko - tylko wybacz mi - Ania mówiąc to rozpłakała sie na dobre

Gdy się troszeczkę uspokoiła dokończyłem swoją myśl.

- Aniu - na dzień dzisiejszy powiem tak - Nie potrafię Ci wybaczyć - bo zdeptałaś moje marzenie. Całkowicie zmieniłaś swój obraz w moich oczach. Nie ufam Ci - a to jest chyba to co jest w związku najwazniejsze - ale jednocześnie powiem tak - na dzień dzisiejszy kocham Cię na tyle, że nie odchodzę do końca - potrzebuję czasu aby to przemysleć tak do końca. Nie potrafię podjąc decyzji ostatecznej, ale nie ukrywam, że raczej nie bedę potrafił Ci wybaczyć.

- Czyli jest nadzieja - Piotr ja naprawdę nie chcę innego faceta. Jak stracę Ciebie - stracę wszystko

- Aniu - daj mi chwilę - pozwól przemysleć - czy bedę mógł z tym żyć i obdarzyć Cię zaufaniem. Poprostu jest to trudne - nie wiem.

Po tej rozmowie, zjedlismy kolację i wyjechałem. Mimo próśb Ani o to abym został - nie chciałem - wierzcie mi faceci maja uczucia i honor.

Tak więc - czas na przemyslenia. Co wymysliłem i czy jestem z Anią  - w następnych wpisach.

 

piątek, 24 września 2010
Ciekawostka :(

Tak jak napisałem - pełen pozytywnej energii i chęci pojechałem do Ani na całkiem poważną rozmowę :))

Zapytałem się, dlaczego mnie okłamała - wstydziłam się, bałam się że nie zrozumiesz, bałam się, że odejdziesz.

Stwierdziłem, że ok.

przecież wystarczyło powiedzieć, że byłaś z kimś i nie chcesz o tym rozmawiać bo chcesz zapomnieć. Przecież nigdy nie drążyłem tematu :))

Powiedziała, że żałuje że dała mu szansę, że stara sie zapomnieć, że poprostu wywaliła go z domu. Dobrze mówię - to teraz powiedz mi kiedy skończyłaś ten związek - okazało się, że rok przed poznaniem mnie.

Czyli stwierdziłem - ok. w końcu nie mogę być zazdrosny o coś co w sumie było przede mną . W końcu gdyby jej się ułożyło - to nawet bym jej nie poznał :)

Wszystko zaczęło wracać do normy. Moja Ania stawała się moją Anią - kochaną i jedyną.

Ale ..... no i tutaj mógłbym zakończyć i napisać ciąg dalszy jutro :)) ale tego nie zrobię :)

I co - on tak się poddał - bez walki o Ciebie, czyli rozumiem, że nie widziałaś się z nim już bardzo długo??? zapytałem  I to co usłyszałem wyprowadziło mnie kompletnie z równowagi

Otóż Ania stwierdziła, że miesiąc po tym jak się poznaliśmy - czyli w sumie po roku odezwał się - wziął ją na litość, że chce ją zobaczyć - że jego córki chcą spotkać się z jej dziećmi. Zgodziła się :)) Przyjechał na tydzień - wtedy ja jeździłem do Ani co dwa tygodnie:)) Cały tydzień jadł u niej z dziećmi - gdzie ja odrazu jak stwierdziłem, że jesteśmy razem postanowiłem pomóc jej finansowo - w końcu też tam jadłem :)). On stwierdził, że go okradli i nie ma kasy. Na odjezdne dała mu jeszcze 300 zł.

Czy spali z sobą - to mnie już wogóle nie interesuje - pewnie tak, bo spali w jednym łóżku :(( nawet nie pytałem - bo po co ??

Litość i dobroć - czy warto ?? - tu nie piszę dlatego, że czuje się kimś lepszym tylko Ania kiedyś mnie ujęła słowami - nawet nie wiesz jaka jestem teraz szczęśliwa - że mogę się pochwalić koleżankom, że mam faceta - prawdziwego faceta, który jest kimś, a nie bezrobotnym byłym kryminalistą.

Po tych sensacjach - porozmawiałem z nią i wyjechałem. Nie odwróciłem się jednak od niej. Dalej jej pomagałem, gdy poprosiła - nie tylko finansowo - pojechałem na weekend porąbać jej dwie przyczepy drzewa, aby miała na zimę, załatałem jej dach i praktycznie wiele wiele, rzeczy.

Kiedyś płacząc powiedziała - czy jest cos co mogę zrobić abysmy byli razem ??

Czy jest coś abyś mi wybaczył i zapomniał ?

 

Stwierdziła, że będzie na mnie czekać nawet do śmierci. Bo jestem wg niej ........ tu nie będę cytował aby nie było, że jestem taki idealny.

Nie odpowiedziałem jej na te pytania bo wtedy nie wiedziałem - za bardzo ją kochałem aby powiedzieć nie, a zarazem nie wiedziałem czy potrafię jej przebaczyć :)

Co dalej - to w następnych dniach :))

To nie koniec - tak więc dla potomnych będzie na końcu tej historii :))

 

 

środa, 15 września 2010
Dojeżdżamy i prowizji nie bierzemy :))

Tak więc postanowione. Dopóki nie poczuję się wykończony bedę dojeżdżał.

Do pracy mam ok. 120 km. Rano :)) tzn jeszcze w nocy nie ma korków, ale drogi jak są do bani to w nocy  nie zmieniają się w autostrady tak więc spokojnie muszę wyjeżdżać 2 godziny przed pracą. Po banalnym obliczeniu jakby nie spojrzeć muszę wstawać o 3.30 - może wogóle się nie kłaść :)) Ale obiecałem - to trzeba spróbować - co prawda kiedyś dojeżdżałem do pracy ponad 40 km - ale tu odległość jest spora. Tak więc jak się zobowiązałem tak też zacząłem robic. Nie ukrywam, że skoro świt drogi są puste i można pojechać - głośno nastawiona muzyka chroniła mnie przed uśnięciem i poranna kawa - zwykła sypana nie wynalazki z ekspresu powodowały, że czułem się ok. Sama świadomość, że wrócę z pracy i będzie na mnie czekała Ania i jutro rano zobaczę jej twarz mimo, że będzie to noc podobała mi się moja decyzja. Oczywiście w tym samym czasie zacząłem się rozglądać za pracą.

Rano, gdy widziałem te zmęczone twarze, które dopiero co wstały i doszły do pracy bo mają dwieście metrów to śmiać mi się chciało bo ja wstałem 2 godziny wcześniej i byłem już całkowicie gotowy do działania. Nie ukrywam, że po kilku dniach czułem straszne zmęczenie tak ok. 11, ale dałem rady. Organizm powoli zaczął się dotosowywać do tego trybu życia.

Tak więc ogólnie nie było źle. Z synem praktycznie albo widziałem się codziennie albo dzwonił do mnie koło 14 i mówił tato to ty jedź bo ja po szkole chcę się pouczyć bo później jestem umówiony z kumplami albo coś w tym stylu. Nie było to małe dziecko tylko prawie mężczyzna, który powoli zaczął mieć swoje życie i to życie wcale nie było związane z rodzicami.

Ania była szczęśliwa, że tak się to układa i że daję rady. Praktycznie wracałem do domu ok. 17, 18 tak więc mięliśmy jeszcze trochę czasu dla siebie.

Czułem że mogę zdobyć świat i że moje życie jest najcudowniejszym życiem jakie mogłem sobie wymarzyć. Czułem, że kobieta z którą jestem jest właśnie tą, której szukałem całe życie. No i co - życie może być piękne - prawda ??

Tak - tylko byłaby to bajka :)) a to niestety bajka nie jest tylko prawda - czyli co - samo życie.

Nie chcę tutaj obrażać niczyich uczuć religijnych, ale ja myślę że ta istota u góry zwana Bogiem, Jahwe czy jeszcze inaczej musi mnie nie lubić. Jeżeli cokolwiek dostaję - zawsze musi być jakiś haczyk :)) A już myslałem, że chociaż raz dostałem coś tak z czystej dobroci. Ale oczywiście myliłem się :))

Co dalej - jutro :))

Dla potomnych : "Zawsze dotrzymujcie słowa, obiecujcie tylko to co naprawdę jesteście w stanie zrobić i pamiętajcie - nie ma kłopotów z których nie można wyjść, Wszystko co obiecujecie musi mieścić się w granicach rozsądku - a jeżeli robicie cokolwiek dla swoich bliskich nie patrzcie na siebie - nie patrzcie na to czy będziecie zmęczeni , ile was to kosztuje wysiłku bo każdy wysiłek to jest nic w porównaniu z daniem szczęścia innym, a zwłaszcza bliskim."

poniedziałek, 13 września 2010
Przeszłość - czy powraca ??

Dzisiaj nie będę pisał dalszego ciągu swoich wspomnień tylko chciałbym poruszyć inny temat.

Tak - czy szczęście i sielanka może trwać wiecznie ?? Jak to jest z naszymi marzeniami i oczekiwaniami ?? Czy z pozoru idealny partner jest idealny bo sobie tak wmawiamy ?? Czy można bezkrytycznie patrzeć na ukochaną osobę ???

Każdy z nas ma wyobrażenie o tej drugiej połówce, z którą chce być. Każdy z nas ma własne zdanie o sobie samym. Każdy z nas ma wymagania tak w stosunku do siebie jak i do innych. Każdy ma marzenia związane z tym kim ma być ta druga osoba.

Nasuwa mi się pytanie, czy jeżeli bliska osoba zrobiła coś w przeszłości, co wychodzi poza wasze wyobrażenie o niej -  trzeba z niej zrezygnować ?? Czy mimo tego, że w tej chwili jest cudownie i wspaniale - przeszłość może mieć wpływ na związek ??

Gdyby wasz partner opowiedział wam o swojej przeszłości i macie wrażenie, że gdybyściw ewiedzieli to wcześniej nie dalibyście tej osobie szansy a teraz ją kochacie - warto zrezygnować ?? Czy ta przeszłość nie spowoduje, że całe życie będziecie myśleć o tym ?? Czy nie lepiej cierpieć teraz a nie w przyszłośći, bo przecież im dłużej będziemy czekać tym trudniej bedzie się rozstać ??

Wiem, że dzisiaj pada tu mnóstwo pytań, ale myślę, że są to ciekawe pytania, o których można podyskutować. Zapytacie po co ?? Każdy z nas postepuje inaczej, może warto nasze poglądy skonfrontować z innymi liudźmi ?? Co prawda te wszystkie pytania można sprowadzić do jednego - Czy każdy zasługuje na danie mu szansy na zbudowanie związku ??

Dla potomnych: mogę zadedykować tylko komentarze, jeżeli jakiekolwiek się pojawią :) Poprostu zróżnicowanie poglądów, jeżeli będzie - ma być tym przesłaniem :))

A co do wspomnień - jutro ciąg dalszy :))

piątek, 10 września 2010
Dzieci szybciej dorastają niż myślimy :))

Tak więc, co do Ani - błysk w oku, radość, że mimo wszystko codziennie bedziemy razem. Mimo odległości, mimo porannego wstawania - będziemy razem.

Teraz pozostało mi tylko pogodzenie takiego planu z planami syna. Doskonale rozumiałem, że jako dorastajacy facet potrzebuje ojca. Szczerze mówiąc myślałem, że będzie to jedna z najtrudniejszych rozmów w moim życiu.

....... - słuchaj synku - sprawa jest taka, że od dzisiaj będę dojeżdżał do pracy od Ani - tak więc codziennie będę tam - ale mam propozycję - kończę pracę o 14 ty do ze szkoły przychodzisz też około tej godziny - tak więc spotykamy się codziennie i mówisz co jest - czy mam pomóc Ci w czymś np w nauce, co chcesz robić, czego potrzebujesz - tak spokojnie do 18 mogę być tu w ........ a później będę wyjeżdżał. Oczywiście będą zdarzać się sytuacje, gdy nie bedę mógł, ale wierz mi, ze będą to sporadyczne terminy. A co do weekendów - co tydzień mogę Cię zabierać do Ani, a jezeli nie chcesz - co dwa tygodnie weekend będziemy spędzali tu, jeżeli chcesz być ze mną sam na sam - jakiś wypad na rybki albo na rower - nie ma sprawy mówisz masz.

- Tato - ja mam naukę, swoje sprawy - nie musisz mnie niańczyć, pewnie spotkać się możemy codziennie - pójdziemy na kebab czy do chińczyka, ale bez przesady ja mam swoje zajęcia :)) Co do weekendów - spoko dogadamy się. Przecież Ty masz też swoje sprawy z Anią :))

- Ok. dzięki synku. Nie chcę Cię niańczyć tylko wiesz - jesteś moim synem. Tak więc co - jakby coś to dzwonisz ?? A po pracy zawsze zamienimy dwa słowa :))

- Daj spokój damy radę :))

Wtedy zorientowałem się jak dorosłym facetem jest mój syn.

Ogólnie - nikogo nie zaniedbam, a i ja dzieki temu będę szczęśliwszy. Oczywiście taką decyzję, że będę przyjeżdżał później do domu uzgodniłem z Anią :)

Reasumując - czasami jest tak, że moglibyśmy się uczyć od naszych dzieci.

Czy szczęście może trwać wiecznie ??? o tym w następnych dniach.

Dla potomnych : "W tak delikatnych sprawach jak dobro bliskich dążcie do kompromisu. Nigdy nie można zrobić tak aby szczęście jednej osoby stało się nieszczęściem innej. Muszą to być bardzo wyważone decyzje. A co do własnego szczęścia - nigdy nie stawiajcie go na pierwszym miejscu :))"

czwartek, 26 sierpnia 2010
Wywracania życia ciąg dalszy :)

Tym o to sposobem - teoretycznie mam pracę. Teraz kwestia - uwierzyć i złożyć wypowiedzenie w obecnej pracy czy ubezpieczać się ?? Ponieważ należę do ludzi, którzy nie podejmują pochopnych decyzji - /jak byłem młodszy napewno tak/ - poszedłem do swojego prezesa i porozmawiałem.

Powiedziałem mu, że mam zamiar się przeprowadzić i w związku z tym muszę zmienić pracę. Tylko obawiam się, że obietnice mojego pracodawcy mogą okazać się tylko obietnicami. Wobec tego poprosiłem go o miesiąc bezpłatnego urlopu, a gdy tam będzie wszystko ok. napiszę wypowiedzenie z datą wsteczną. Co prawda chciał mnie przekonać abym został proponując wiele ułatwień, ale niestety za duża odległość aby dojeżdżać codziennie.

Tutaj muszę stwierdzić, że pracodawca zachował się bardzo dobrze. Świadczyło to, że szanuje mnie jako pracownika. Pomyślałem przez chwilę - szkoda będzie odejść. Ale życie prywatne zawsze będzie ważniejsze od pracy :))

Gdy juz wszystko pozałatwiałem tutaj postanowiłem pochwalić się Ani. Nie powiedziałem, że na stałe zmieniam pracę tylko, że spróbuję miesiąc. Była bardzo zadowolona, w końcu tak naprawdę robiłem to dla niej. Wiedziała, że będę miał niższą pensję ale również zrozumiała, że stracę na stanowisku. Tu podlegałem bezpośrednio pod prezesa a tutaj niestety bedę miał za przełożonego jakiegoś kierownika działu. Widziała, że nie jest mi to na rękę. Jednak pewnego rodzaju prestiż i szacunek w pracy dla nas mężczyzn jest ważny. Ale cóż ważniejsze jest szczęście Ani co wiąże się z moim szczęściem.

Wielkimi krokami zbliżał się pierwszy dzień w mojej nowej pracy :))

Jak było - o tym jutro :)

Dla potomnych: "Praca jest ważna, pieniądze są ważne, ale uśmiech ukochanej osoby bezcenny. Za to szczęście w oczach i radość warto poświęcić wiele. Nigdy nie będziecie żałować, gdy sprawicie chociaż przez moment, że ukochana osoba będzie szczęśliwa - tak naprawdę i tak szczerze. Tylko tak jak pisałem ostatnio - nie palcie za sobą mostów."

środa, 25 sierpnia 2010
Jak wywrócić swoje życie nie robiąc sobie krzywdy :)

Doszedłem do wniosku, że Ani będzie o wiele trudniej podjąć taką decyzję, że wyprowadza się w nieznane miejsce. Co prawda z pracą nie miałaby problemu jest pielęgniarką - pielęgniarką z powołania /niewiele takich/. Tak więc postanowiłem - trzeba znależć pracę, porozmawiać z synem, przeprowadzić się i żyć długo i szczęśliwie :)) Tak prosto się mówi i marzy :))) Stwierdziłem, że najpierw znajdę pracę, po co mam rozmawiać z synem skoro może to potrwać miesiąc albo pół roku - wyszedłbym w jego oczach na napalonego nastolatka a nie dojrzałego faceta podejmującego świadome decyzje. W końcu jestem jego wzorem - jak powinien postepować prawdziwy mężczyzna.

No to zaczęło się. Na pierwszy ogień poszły ogłoszenia w internecie :))

Ogólnie fajnie - znalazłem propozycje, zadzwoniłem - nie wysyłam CV e-mailem z bardzo prostego względu - ja szukam pracy odpowiedniej a nie byle jakiej. To pracodawca musi częściowo dopasować się do mnie. Może to zabrzmiało jakbym był geniuszem - ale prawda jest taka, że znam swoją wartość jeżeli chodzi o doświadczenie i umiejętności i nie miałem zamiaru odrazu obniżać swoich wymagań co do płac itd.

Tak - niektórzy są zabawni :)

Zadzwoniłem do firmy - przedstawiłem się  - Pani powiedziała mi, że mam napisać e-maila i dołączyć CV i list motywacyjny - na moje stwierdzenie, że nie mam czasu na duperele bo ja nie jestem studentem informatyki tylko doświadczonym fachowcem i  najpierw niech ona odpowie mi na podstawowe pytanie - ile państwo proponują - jak mi powiedziała kwotę - rozbawiła mnie stwierdziłem, że to żart i teraz widzi dlaczego nie wysyłam CV bo za takie pieniądze to ja bym do pracy nie przyszedł.

Następna firma - stwierdzili że gdybym miał poniżej 30 lat to ok. bo to młody zespół - a ja myślałem że 41 lat to nie jest tak źle :)

Firm obdzwoniłem chyba z 8. Wszędzie obrażeni, że nie chcę im wysyła swoich danych osobowych, CV i listów motywacyjnych. Jaka może być motywacja u faceta z 20 letnim doświadczeniem - napewno nie chęć zdobycia doświadczenia. Logiczne, że coś musiało się zmienić w jego życiu skoro dzwoni i mówi, że mam zamiar się do .... przeprowadzić w związku z tym poszukuję pracy.

W końcu dodzwoniłem się do firmy - po moim stwierdzeniu, że nie będę wysyłał CV bo nie ma 12 lat i nie jestem dzieckiem, Pani zawachała się i stwierdziła, że połaczy mnie z prezesem. I tu niespodzianka - prezesem okazał się rosjanin. - Pomyślałem sobie tak teraz niemiec potem rusek, a mówią, że zabory się skończyły. Zaskoczyłem prezesa swoją znajomością języka rosyjskiego, gdyż zaczęliśmy rozmawiać po angielsku, gdy się przedstawił zapytałem się czy można po rosyjsku stwierdził, że oczywiście z wielką chęcią - nie ukrywam, że ten język znam bardzo dobrze, z angielskim też nie mam problemu, ale rosyjski jest ok. Porozmawialismy o moim doświadczeniu zawodowym i doszliśmy do tematu ile ma mogę zarobić. Zapytał - ile oczekuję. Podałem kwotę - obniżył ją zaledwie o 500 zł brutto i stwierdził, że 1 miesiąc próby a potem może mi tyle zapłacić .

Tak więc teoretycznie miałem pracę . Nie chwaliłem się Ani - bo będzie to dla niej niespodzianka jak się wszystko ułoży.

Co dalej ?? jutro :))

Dla potomnych - "Czasami warto przewrócić swoje życie do góry nogami. Tylko trzeba to robić z głową. Pamiętajcie - nigdy nie palcie za sobą mostów, bo mimo, że mówi się że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki - czasami  życie nas do tego zmusza."

wtorek, 24 sierpnia 2010
Chyba już wiem, że powiem a:)

Myślę, że kocham Anię tak naprawdę i tak szczerze. Co dalej ?? Jak to zorganizować ?? Co ważniejsze ekonomia czy emocje ??

To są pytania, na które tak naprawdę  musiałem sobie odpowiedzieć. To ja jako facet powinienem podjąć konkretne decyzje i skonsultować je później z Anią. Przynajmniej uznałem to za najwłaściwsze podejście.

Co dalej ?? - tak napewno trzeba razem zamieszkać, aby sprawdzić, czy weekendowa sielanka to tylko bajka, bo widzimy sie tylko w tygodniu. Ale aby to zrobić - albo ja tam, albo Ania z dziećmi tu. Przemyslałem to i w sumie tak naprawdę nie mamy wyjścia. Przecież dzieci muszą chodzić do szkoły - nie mogą się przeprowadzić - zmienić szkoły a później za kilka miesięcy jak nie daj Boże coś się nie uda wrócić tam gdzie sie uczyły. Bzdura.

Tak więc ten argument jest nie do przebicia.

Czyli - ja muszę zmienić diametralnie swoje życie. Tylko co dalej z synem ?? To jest też bardzo ważny problem, który muszę rozwiązać w taki sposób, aby go nie skrzywdzić. Ale myslę, że to nie będzie wielki problem. Poprostu trzeba będzie u Ani wygospodarować mu pokój i już. W weekendy bedzie u nas o ile się zgodzi.

Tak więc to już chyba ustalone. Trzeba to skonsultować z moją wyjątkową Anią :))

Teraz pozostaje największe wyzwanie w dzisiejszych czasach - zmiana pracy :) W końcu muszę znaleźdź pracę o ponad 100 km od obecnej. Nie będzie to takie proste, ale co zrobić.

Czy wziąść pracę byle jaką aby przeczekać i w tym czasie szukać pracy adekwatnej finansowo do obecnej ?? Czekać z przeprowadzką, dopóki nie znajdę najpierw pracy ?? To były pytania na które musiałem odpowiedzieć - ale tutaj odpowiedź nie była prosta.

Z jednej strony wielka chęć budzenia się codziennie przy Ani, z drugiej względy ekonomiczne ?? Co zrobić ??

Jaki jest Wasz pogląd na ten temat - czy lepiej mniej zarabiać i przeprowadzić się czy poczekać i szukać odpowiedniej pracy ??

Dla potomnych: "Nie podejmujcie pochopnych decyzji, nawet jak macie 20 lat i wydaje się Wam, że możecie wszystko. W dzisiejszym świecie trzeba mieć naprawdę dobry plan, aby poukładać sobie życie tak, aby być szczęśliwym i spokojnym o przyszłość. Pamiętajcie o tym, że bliskość drugiej osoby jest tak samo ważna jak pieniądze, dlatego życie jest pełne trudnych wyborów.:)"

czwartek, 19 sierpnia 2010
Słowo kocham - czy to tylko wyznanie ??

Tak jak pisałem z Anią dotarliśmy do słowa koch i teraz nadszedł czas na dodanie a. Moja kolej - no właśnie. Wspaniałe jest to, że Ania mnie nie pogania. Co prawda to właśnie na nią spadnie "odpowiedzialność dodania ostatniej litery.

Jak długo to potrwa.

Dla mnie słowo kocham to nie tylko wyrażenie uczuć. Słowo kocham to również, zaopiekuje się Tobą i Twoimi dziećmi, zrobię wszystko, abyś była szczęśliwa. Tak jak mówiłem, spotkania weekendowe to już za mało. Dlatego stwierdziłem, że czas zacząc rewolucję w naszym życiu. Taką prawdziwą. Trzeba wspólnie zastanowić się - jak wszystko zorganizować, aby nikogo nie skrzywdzić. Co prawda mówią, że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie niezadowolony. Być może okaże się, że jest dobrze, ale gdy będzie chodziło o ustępstwa Ania stanie się niezłomna. Może stanie się kobietą myślącą tylko o sobie i swoich dzieciach. W końcu to już będą bardzo ważne decyzje.

Abyśmy mogli zamieszkać razem, ktoś będzie musiał opuścić swoje miejsce zamieszkania. Teraz kto ?? Biorąc pod uwagę względy ekonomiczne - typu kto ile zarabia - Ania powinna przeprowadzić się w moje strony - biorąc pod uwagę względy emocjonalne - mi łatwiej jest przystosować do nowego środowiska. Poza tym to już jest tak poważna decyzja, że tego juz się nie odkręci tak łatwo. Tak więc to są powody dlaczego nie dodaję piątej litery. Ktoś powie - co to za miłość, gdy patrzy się na takie sprawy - odpowiadam - prawdziwa i co najważniejsze dojrzała.

Jak myślicie mam rację ??

Aby nie było tak sielankowo i przyjemnie - jutro napiszę, co mi przeszkadzało jak poznałem Anię :)

Dla potomnych : "Miłość to wielka odpowiedzialność, a nie tylko przyjemność. Tak naprawdę stajemy się odpowiedzialni za szczęście, dobre samopoczucie drugiej - kiedyś całkiem obcej osoby. Tak więc kochajcie się ,ale nie tylko w łóżku"

środa, 18 sierpnia 2010
Dążenia do szczęścia ciąg dalszy.

Nasze życie z Anią układało się cudownie. Gdy byłem z nią, wiedziałem, że życie może być piękne. Czy w tym wszystkim nie było "walki" o miłość - napewno była. Nie tak łatwo jest po przejściu czegokolwiek zaufać drugiemu człowiekowi.

Opowiem jedno wydarzenie, którym Ania rozbawiła mnie i to nieźle. Dałem się wtedy podejść jak dziecko. Ponieważ, znaliśmy się już trochę czasu - co dwa tygodnie spędzałem u niej weekend postanowiłem przed wyjazdem zrobić zakupy i to nie upominki tylko poprostu artykuły spożywcze, proszek do prania czy co tam w domu potrzeba.

W związku z powyższym stojąc przed super hiper marketem dzwonię do Ani

- "Czapelko - stoje przed sklepem powiedz co mam kupić ??  - cisza w słuchawce - po chwili zastanowienia odezwała się

- A masz coś do zanotowania ??

- Nie odpowiadam, ale tu obok jest kiosk to kupię notesik i oddzwonię - zadowolony, że w końcu się przemogła poszedłem, kupiłem notes i długopis i oddzwaniam

- No jestem gotowy - dyktuj

- Notuj - chwila ciszy, jakby się zastanawiała - i mówi - NIC ZUPEŁNIE NIC. Brakuje mi tylko Ciebie.

Muszę powiedzieć, że dałem się wkręcić jak dziecko i postanowiłem, że się odwdzięczę. Jak przyjechałem okazało się, że zapomniała o oleju, i czymś tam jeszcze, a że mieszka na wsi po 20 już zakupów się nie zrobi.

Przy następnym wyjeździe zadzwoniłem i pytam się :

- Czapelko - czegoś Ci brakuje w domu ??

- Tak, jakbyś mógł kup kilo mąki - i tu ją miałem

- Dwa tygodnie temu brakowało Ci tylko mnie, teraz kilo mąki jest ważniejsze - zażartowałem - kupiłem zgrzewkę - przecież nie mogłem być mniej wartościowy niż kilo mąki za złotówkę, co dycha to dycha :)

Tak więc z Anią układało się niesamowicie. No i tak jak mówiłem budząc się rano przy niej cieszyłem się, że to ona jest obok mnie. Raz obudziłem się wcześniej - przyglądałem się jak śpi, jak pieknie wygląda. A gdy się przebudziła, zapytała - "Co jest kiwaczku ??" A ja zamiast dzień dobry czy coś w tym stylu wypaliłem prosto z mostu  - "Ja pier.... jaka Ty jesteś piękna". To było tak szczere i tak prawdziwe, że sami zaczęlismy się z tego śmiać.

Co najważniejsze potrafimy żartować wszędzie i z wszystkiego. Nawet w czasie, gdy się kochamy. Opowiem Wam jedną z bardzo zabawnych sytuacji. W czasie, gdy ją pieściłem i najwyraźniej nabrała ochoty, aby odwzajemnić pieszczoty zapytała - "może się zamienimy ??" A ja na to " Ale ja nie chcę mieć ...."  Ubaw był niezły.

Mimo wszystko wtedy jeszcze nie dodaliśmy pozostałych dwóch liter do słowa kocham - dlaczego ?? - O tym jutro :)

Dla potomnych : "Nie traktujcie życia śmiertelnie poważnie. Wierzcie mi, że wspólne żarty wzmacniają związek. W nawet jak najbardziej poważnym związku musi się znaleźć chwila odprężenia. A jeżeli Wasze poczucie humoru pokrywa się to Wasz związek napewno nabierze rumieńców."

 

 
1 , 2