Wpisy z tagiem: małżeństwo
czwartek, 09 września 2010
Powrót do starej pracy i znów osobno :(??
Widzę, że temat pracy poruszył wiele osób. okazuje się, że wielu z nas nie jest zadowolonych z atmosfery panującej w pracy gdzie spędzamy wiele czasu. Tak więc po stwierdzeniu, że w takiej atmosferze pracował nie będę - wróciłem do starego miejsca. Bardzo się ucieszyłem, że mój prezes nie kombinował, ani nie szukał przyczyny aby mi dogryźć w stylu i co napracowałeś się albo coś w tym stylu. W sumie to nie miał powodu bo wiedział, że przenoszę się ze względów osobistych a nie dlatego, że coś mi nie pasowało. W sumie nic nie straciłem na powrocie. Najgorsza w tym wszystkim była rozmowa z Anią. Niestety człowiek do dobrego bardzo szybko się przyzwyczaja. Chciała abym został, poszukał pracy - przeciez przez miesiąc mógłbym się poobijać i nic by się nie stało. Tak, tylko, że tak ja pisałem nie chodzi o byle jaką pracę dlatego, że oprócz Ani mam syna, na którego wykształcenie i potrzeby muszę zarobić a jednocześnie jest Ania i jej dzieci na które też muszę zarobić, bo ja czułbym się głupio krzywdząc którąkolwiek ze stron. A nie mam zamiaru uczestniczyć w wychowaniu syna tylko raz na miesiąc w czasie wypełniania przekazu, ale chcę być obecny w jego życiu i napewno kwoty będą wyższe niż zasądzone. Zapewne będę mu pomagał w każdej sytuacji. Ania zaczęła się martwić, że się wycofuję, że coś jest nie tak, że to jej wina. Udało mi się wytłumaczyć, że chodzi tylko i wyłącznie o to, że ja jako mężczyzna nie czułbym się komfortowo, gdyby mojemu synowi lub jej dzieciom czegoś zabrakło. Poza tym trzeba starać się zrobić wszystko aby naszym dzieciom było lepiej niż nam samym. Jednak postanowiłem, że dopóki nie poczuję się zmęczony będę wstawał przed 4 rano i dojeżdzał do pracy. Tak więc czeka mnie codziennie ponad 200 km w 2 strony, ale czego się nie zrobi, jak się kogoś kocha :)) Dla tego uśmiechu i radości w oczach Ani warto żyć :)) Jednocześnie wymyśliłem co zrobić, aby taką decyzją nie skrzywdzić syna :)) Ale to już jutro :)) Dla potomnych : "Jeżeli coś jest nie tak jakbyście chcięli to szukajcie takich rozwiązań, aby druga osoba odczuła jak bardzo ją kochacie. Naprawdę koszty nie grają wtedy roli bo dla uśmiechu tej kochanej osoby warto zrobić wszystko :))"
poniedziałek, 06 września 2010
Nowa praca - nowe wyzwanie czy pech ??
Tak, nastąpił dzień próby - przyjście do nowej pracy. Zawsze twierdziłem, że pracodawca powie i zrobi wszystko dopóki Cię nie złapie. Zobaczymy czy tak będzie. Z taką myslą udałem sie do nowego racodawcy. Nie raziła mnie zbytnio - trochę niższa pensja, gorsze stanowisko - w końcu byłbym blisko Ani :)) Czy jakikolwiek argument mógłby przebić właśnie ten - byc blisko Ani :) Spotkanie z nowym prezesem przebiegło w sympatycznej atmosferze. Przedstawił mi dyrektora do spraw technicznych, który miał byc moim przełożonym. Czyli nie tak źle - pomyslałem - jeden przełożony - ok. może być. Po 20 minutach rozmowy w języku angielskim, prezes chyba chcąc sprawdzić moje umiejętności przeszedł na swój ojczysty język - czyli rosyjski. Nie ukrywam, że dla mnie może nawet lepiej. Zaczął ze mną rozmawiać o rzeczach ogólnych z zycia prywatnego i ku mojemu zdziwieniu jego dyrektor, albo nie znał tego języka, albo znał bardzo słabo. Bardzo dziwnie na mnie spojrzał, gdy usłyszał, że tym językiem posługuje się bardzo biegle. Po wyjściu od prezesa, oprowadził mnie po firmie, zadając kilka zdawkowych pytań, jakby chciał podważyć moje kompetencje. Nie przeszkadzało mi nawet że był ode mnie młodszy, ale zaniepokoił mnie styl z jakim ze mną rozmawiał. Tak jakby chciał mi powiedzieć - ja tu rządzę, a prezes to tylko tu przebywa. Nic to pomyslałem - pierwszy dzień - ja go nie znam, on mnie nie zna - będzie ok. Zaprowadził mnie do moich współpracowników. Zderzenie z rzeczywistością - 4 młodych tak ok. 27 lat ludzi i ja dinozaur jak na informatyka - ale nic to pomyslałem może być ok. Co prawda ja z tej starszej generacji nie jestem zapatrzony tak jak młodzi na komputery i lubię porozmawiać o wszystkim, o życiu , ale z nimi o czym ?? Zobaczymy. Po oficjalnym zapoznaniu zacząłem przygotowywać swoje miejscepracy - sprawdziłem co mam do dyspozycji - jakie oprogramowanie będzie mi jeszcze potrzebne itd. Zorientowałem sie gdzie jest kawa, toaleta i tak zacząłem pierwszy dzień w innej niż dotychczas pracy. Ogólnie rozmowa z prezesem i załatwianie formalności zajęło tyle czasu, że tej pracy zostało niewiele. Ogólnie dzień był zbyt szybki, aby można było cokolwiek powiedzieć. Jutro nastąpi takie prawdziwe zderzenie z rzeczywistością :)) Z taka myslą pojechałem do Ani po pracy. Dla potomnych : "Jeżeli naprawdę kogoś kochacie - wierzcie mi warto ryzykować. Nawet, gdy życie spłata Wam figla nie bedziecie żałować takiej decyzji. Bo nie ma nic gorszego, niż żałować, że się nie spróbowało"
środa, 04 sierpnia 2010
Teraz ja :)
Po przeczytaniu innych wiadomości i krótkich wymianach zdań z następnymi paniami postanowiłem - teraz ja napiszę jako pierwszy :) Tak więc na początek musiałem ustalić priorytety - na początek musiałem ustalić kryteria wyszukiwania w portalu. Ponieważ mój najważniejszy warunek jest niewidoczny i nienamacalny postanowiłem poszukać wśród kobiet w wieku 35-43 lata, rozwódka, nie panna, gdyż według mnie jeżeli osoba płci męskiej lub żeńskiej jest stanu wolnego do tego czasu - jest osobą wygodną lub zapatrzoną w karierę, również nie mogła być to osoba stanu wolnego z dziećmi /żyjąca wcześniej w konkubinacie/, gdyż nie uznaję takich zwiazków - uważam, że krzywdzi się dzieci gdy mamusia i tatuś mają inne nazwiska. wzrost odpowiedni do mojego a w kategorii wykształcenie nie pisałem nic dlatego, że nie wykształcenie stanowi o inteligencji i wiedzy człowieka /czasami życie komplikuje możliwość kształcenia zwłaszcza u kobiet/. Po wyświetleniu anonsów do powyższych warunków pozostała tylko segregacja wzrokowa. Wiadomo, wygląd nie jest najważniejszy, ale każdy ma swój gust. Wybrałem kilkanaście ofert i napisałem i tu muszę Was zaskoczyć - z racji tego, że byłem jeszcze żonaty /czekałem na sprawę rozwodową bo pozew był złożony/ nie pisałem do każdej z nich aby sie przypodobać tylko do wszystkich napisałem tak : "Obejrzyj mój profil - co myślisz ??? Jezeli jesteś zainteresowana - wyraź swoją opinię. Pozdrawiam." Nie zrobiłem tego z wygodnictwa tylko dlatego, że nie chciałem żadnej z tych Pań urazić faktem, że żonaty facet próbuje ją poderwać. Odpisały wszystkie - część z nich bez brutalnych epitetów odpisała w sposób który dał mi do zrozumienia /jak będziesz już wolny to napisz/. Żadna z tych Pań nie napisała - czego tu szukasz ch... i tak dalej jak to się zdarzyło jak tylko umieściłem swoje dane. Kilka podjęło dyskusję - ba nawet stwierdziły, że to uczciwe podejście i chciały poznać szczegóły co do moich planów. Nie ukrywam, że podjąłem dyskusję pisemną Ponieważ, poruszane były różne tematy po kilku dniach zostały trzy z 2 zrezygnowałem ja i 3 zrezygnowały ze mnie. Pierwsza z nich - rozwódka - 2 dzieci. w sumie nie przewidywałem kobiety bezdzietnej tak więc nie był to problem. Po wymianie pisemnej stwierdziłem, że należy porozmawiać telefonicznie. Rozmowa przez telefon ma to do siebie, że na szybkie pytania nie można znaleźć wyważonej odpowiedzi - dlatego jest lepsza niz e-mail. Tutaj drodzy czytelnicy muszę stwierdzić, że z Pani zrezygnowałem po pierwszej rozmowie. Otóż dowiedziałem się, że kobieta mająca dom, rozwiodła się ze względu na to, że mąż znalazł sobie inną i się wyprowadził. Gdy się wyprowadzał - powiedziała ,że jak jest tak ważny dla tamtej to niech weźmie też dzieci - nie przewidziała, że faktycznie je weźmie. Czekała z myslą że facetowi się znudzi i co - niedoczekała się i dzieci są z jej byłym. Tak więc kobieta, która potraktowała własne dzieci jako powód do szantażu /mimo tego, że dla niektórych byłoby to wygodne- kobieta bez obowiązków/ - nie mogła być ze mną. Postąpiłem pochopnie ?? - co myślicie ???
Złota myśl dla młodszego pokolenia : "Wierzcie mi, że dla niektórych mężczyzn dzieci to największy skarb. Nawet jak przestaną kochać kobietę to nie znaczy, że nie są jej wdzięczni za to, że im te dzieci urodziła. Tylko dziecko nie może być jedynym powodem do tego, aby być z sobą. Czasami dla dziecka lepiej się rozstać." Jutro opiszę co się stało z dwiema pozostałymi Paniami.
piątek, 30 lipca 2010
Czy to miłość ??
Jako poważny facet zawsze miałem pogląd, że związki w pracy do niczego dobrego nie prowadzą. Zaraz pewnie znajdą sie przeciwnicy tego poglądu, ale moim zdaniem przebywanie z kimś 24 godziny na dobę - nie wróży nic dobrego /no chyba, że jest to ognisty weekend w łóżku/. Dlatego nigdy nie zwracałem uwagi na Panie w pracy. Tymczasem od kilku dni coraz częściej spotykałem na swojej drodze atrakcyjną 33 letnią rozwódkę z działu projektowego. Przyjeżdżała do pracy w krótkiej spoódniczce i coraz częściej miała zapytania do mnie. W sumie zawsze starałem się rzeczowo odpowiedzieć na jej pytania - nie ukrywam, że musiałbym być ślepy albo chory, aby nie zauważyć również tego. że jest atrakcyjna. Pewnego dnia przyszła do mnie z zapytaniem czy przez następne trzy dni mógłbym ją zabierać z przystanku autobusowego do pracy bo oddaje samochód do warsztatu. Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła to było pytanie - "a co nie masz bliższych koleżanek lub kolegów ??". Oczywiście nie zadałem jej tego pytania, poniważ wyszedłbym na durnia, a po drugie dla mnie to był żaden kłopot bo i tak przejeżdżałem tamtędy - to znaczy wszyscy od nas z pracy przejeżdżali /wylotówka/. Następnego dnia rano czekała - tak miły widok dla oczu :) Zamienilismy w czasie jazdy zaledwie kilka słów. Ogólnie tak jakbym podwoził kolegę do pracy. Jednak nasz wspólny przyjazd wywołał lekką sensację. Nagle tego samego dnia dowiedziałem sie od kilku osób tak mimochodem, że Dorotka to fajna dziewczyna, atrakcyjna i inteligentna. Około godziny przed wyjściem z pracy stałem w towarzystwie kilku pracowników obok nas przechodziła Dorota i mimochodem zapytała - popołudnie aktualne ...... :) Ja wiedziałem o co chodzi, a inni w tym czasie dopowiedzieli sobie co chcięli. Po pracy Dorota stała się bardziej rozmowna, zapytała czy to prawda co mówią, że się rozwodzę - odpowiedziałem, ze tak i wtedy opowiedziała mi o sobie. Podwiozłem ją pod dom i zaproponowałem, że następnego dnia podjade tutaj i nie będzie musiała czekać na przystanku. Przesłała mi piekny usmiech i pożegnalismy się. Nastepnego dnia rano znów mozna było ujrzeć jednoznaczne spojrzenia, gdy wysiadała ze mną z samochodu. Sytuacja z dnia poprzedniego powtórzyła się - nagle wiele osób w mojej obecności zaczęło mówić - Dorotka to, Dorotka tamto - poczułem się jskbyśmy po raz pierwszy wybierali pracownika roku, a kandydatka była jedna na 350 osób pracujących w firmie. Gdy popołudniu podwiozłem ją pod dom - powiedziała, że chce odwdzięczyć się za pomoc i co bym powiedział na wspólna kolację - u niej w domu. Zaskoczyła mnie, ale wieczór miałem zaplanowany więc musiałem odmówić stwierdzając, że nie dzisiaj. Po powrocie do domu zacząłem sie zastanawiać czy przyjąć zaproszenie. Za tym aby przyjąć zaproszenie przemawiały fakty - jest sympatyczna, w miarę inteligentna i atrakcyjna - przeciw pracowalismy w jednej firmie - byłem przełożonym jej przełożonego i co najważniejsze jakoś za bardzo atmosfera wokół niej nagle się zagęściła. Następnego dnia rano, gdy podjechałem pod dom przedzwoniłem domofonem - usłyszałem - wejdź na górę zaspałam troszkę - nie czekaj w samochodzie. Stwierdziłem, że pewnie potrwa to z 10 minut odpowiedziałem, że nie między blokami jest kiosk - pójdę kupić gazetkę i poczekam na dole. Tak też zrobiłem - gdy znalazłem sie za blokiem na parkingu dostrzegłem specyficzny czerwony renault twingo Dorotki. Uswiadomiłem sobie, że to zwykła manipulacja. Niby nic poczekałem na nią w samochodzie. Odwiozłem do pracy. W pracy znajomy powiedział no gratuluję ...... z usmiechem na twarzy. Okazało się, że jestesmy parą z Dorotką - tylko ja nic o tym nie wiedziałem. Po powrocie z pracy wysiadając Dorota powiedziała, że naprawa samochodu potrwa jeszcze tydzień i zaproszenie na kolację jest aktualne. Mimo pokusy, że mogłoby się to skończyć sniadaniem odmówiłem. Zapytałem się czy mechanik do jej samochodu przychodzi na parking i dlaczego niektórzy twierdzą, że rano wychodzę od niej. Stwierdziłem, że mi bardzo przykro, ale nikt nie lubi być manipulowany, a otoczka jaką stworzyła wokół dojazdów do pracy to już była przesada. Dowiedziałem się, że jestem dojrzałym facetem, konkretnym i szczerym a ona właśnie takiego szuka bo jej były mąż był bardziej jak syn a nie jak partner. odpowiedziałem, że niestety miedzy nami do niczego nie dojdzie. Kłamstwo i podstęp to nie jest dobry początek. Uwaga dla młodszego pokolenia : "Według mnie powiedzenie "cel uświęca środki" nie ma zastosowania w przypadku, gdy w rachubę wchodzą ludzkie uczucia lub mówiąc szerzej człowiek." Czy dobrze zrobiłem ?? - co o tym sądzicie.
Po tym doświadczeniu stwierdziłem - może spróbować inaczej. I tu wpadłem na genialny pomysł, który przyniósł mi również wiele doświadczeń rozpocząłem swoją przygodę z portalem internetowym SYMPATIA - ale to od jutra.
sobota, 17 lipca 2010
Szczerość ponad wszystko - slogan czy rzeczywistość
Po przemysleniu wszystkich za i przeciw postanowiłem porozmawiasz szczerze z żoną. Tylko zastanawiałem się czy prawdę owijać w bawełnę czy walić prosto z mostu. Stwierdziłem, że nie będę kombinował i wyznam co czuję. Wieczorem usiadłem z żona i powiedziałem jej : - Jolu - przykro mi bardzo, ale ze względu na Twoje materialne podejście do życia nie czuję sie jak Twój mąż tylko jak listonosz przynoszący raz w miesiącu pieniądze. Nie czuję miłości codziennie tylko w dniu wpłuwów na konto. Co o tym myślisz ? Co do mnie czujesz ? Moja żona wcale się nie zdziwiła a jej odpowiedź powaliłamnie na kolana cytuje w przybliżeniu sens - słuchaj mamy po 40 lat i co - chcesz prowadzać sie za ręce - teraz liczy sie to co mamy bo jak syn pójdzie na studia to w niego będziemy pakować pieniądze. Zrobiłeś dzieciaka to myśl co dalej. Jak Ci sie nie podoba to sie wypowadź - tylko pamiętaj mieszkanie i samochód mi zostawiasz bo w końcu zrobiłeśmi dziecko tak więc chyba mu tego nie zabierzesz - zarabiasz tyle że możesz sobie ułożyć życie od nowa - znajdż sobie jakąś k.... która będzie Ci patrzyć w oczy i opowiadać bajki jak Cie kocha. Tutaj moge tylko powiedzieć, że ludzie do końca życia powinni sobie mówić że sie kochaja i patrzeć sobie czasami prosto w oczy mówiac o miłości. Wg mnie wiek nie ma znaczenia :) Tak więc praktycznie dostałem oficjalne pozwolenie na odejście - ale pomyślałem - pewnie się zdenerwowała, przemyśli to - jutro z nią porozmawiam :) A druga rozmowa w poniedziałek :) Myśl dla potomnych : "Prawdziwa miłość nie patrzy na wiek. Wyznanie miłości drugiej jest tak samo piękne w wieku lat dwudziestu jak i osiemdziesięciu. Chociaż chyba po wspólnym przeżyciu 40 lub więcej lat jest najpiękniejszym prezentem dla partnera. Słowa "kocham Cię" to nie są zwykłe słowa - to magia. Mówcie sobie to jak najczęściej, ale pamiętajcie musi to byc szczere i płynąć prosto z serca." |
Zakładki:
Ulubione
Tagi
|